poniedziałek, 3 grudnia 2018

Baza pod pomadkę MUA

Witajcie. Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją bazy pod pomadkę od marki MUA. Powiem Wam, że zazwyczaj jestem sceptycznie nastawiona do takich produktów, dlatego też nie pokładałam większych nadziei w tym produkcie. Kupiłam go raczej z ciekawości. Baza ma za zadanie przedłużyć trwałość pomadki na naszych ustach jak i wzmocnić jej kolor. Jak się sprawdziła u mnie zapraszam do dalszej części wpisu.


Baza od MUA wygląda identycznie jak pomadki z tej samej firmy o których pisałam TUTAJ. Mają nawet taki sam aplikator. Jak możecie zauważyć na zdjęciach czarne napisy z opakowania się ścierają. To co bardzo mnie zaskoczyło to kolor tej bazy, ponieważ jest ona biała. Spodziewałam się raczej czegoś przeźroczystego co będzie wyglądało jak błyszczyk bądź jakiś olejek.



Konsystencja bazy jest jak płynna pomadka. Pachnie lekko owocami, jest to przyjemny zapach lekko wyczuwalny na ustach zaraz po aplikacji. Aplikacja jest również bardzo łatwa, aplikator swobodnie i lekko sunie po ustach. Nakładałam bardzo cienką warstwę tej bazy, bo gdy nałożyłam jej za dużo to zaczynała się ścierać z ust i rolować. Po aplikacji bazy usta lekko się lepią. Należy odczekać aż baza wyschnie i stanie się matowa, dopiero wtedy aplikujemy pomadkę. Baza jest niestety wyczuwalna na ustach czuć jak na nich zastyga. Dość dziwnie i tępo aplikuje się pomadkę na tą bazę. Nie zauważyłam żeby podbijała ona kolor naszej pomadki.


Teraz kwestia tego czy baza zdaje egzamin. Od razu powiem Wam, że nie. Zaraz po wyschnięciu matowej pomadki złączyłam swoje usta aby sprawdzić czy nic się nie lepi. Usta się nie lepiły ale zauważyłam, że przez kolor mojej pomadki zaczyna się wybijać biały kolor bazy. Złączyłam usta jeszcze raz i baza była jeszcze bardziej widoczna a pomadka zaczęła się rolować. Wyglądało to strasznie. Nie doczekałam nawet pierwszego posiłku a moje usta wyglądał tragicznie. Pomadka schodziła z moich ust wystarczyło tylko, że przesunęłam po nich palcem. Jakby tego jeszcze było mało baza bardzo wysuszyła moje usta a miałam ją zaledwie godzinę.

Podsumowując bazę zaliczam to totalnych bubli kosmetycznych. Nie dość, że jest mocno wyczuwalna na ustach to jeszcze nie spełnia swojego zadania. Uważam, że jest to zdecydowanie kosmetyk, bez którego można się obejść. Z tego co wiem maka GR ma w swoim asortymencie podobną bazę, która jest bestselerem, może się skuszę i przetestuję jeszcze tą bazę. Miałyście, którąś z tych baz bądź jakąś inną? Jak Wasze odczucia?

poniedziałek, 19 listopada 2018

Perfumowana Mgiełka do ciała BODY MIST PURE SENSATION od Revers Cosmetics

Witajcie. Dzisiaj tak króciutko kilka słów o mgiełce do ciała od marki REVERS. Jedyny mgiełki z jakimi miałam do czynienia wcześniej to te z Avonu, które nie koniecznie przypadły mi do gustu. Zapach był praktyczni nie wyczuwalny a przy nie których zapachach czuć było spirytus. Dlatego mgiełkom powiedziałam stanowcze nie. Ciesze się więc, że miałam okazje przetestować mgiełkę od Revers Cosmetics.



Opakowanie mgiełki jest bardzo proste, zwykła plastikowa butelka z atomizerem. Na opakowaniu jest nalepiona naklejka z nazwą produktu. Producent oferuje nam 6 zapachów Perfumowanej Mgiełki do ciała BODY MIST. Ja zdecydowałam się na PURE SENSATION Wild Plum & Fressia.


NUTY GŁOWY: Pomarańcze, Melon, Jabłko
NUTY SERCA: Śliwka, Frezja, Jaśmin, Brzoskwinia
NUTY BAZY: Truskawki, Piżmo, Wanilia


Zapach mgiełki jest ładny, bardzo zmysłowy i słodki. Nie czuć w nim spirytusu. Wiecie, że bardzo ciężko jest ująć w słowach zapach mgiełek bądź perfum. Trudno jest mi też porównać ten zapach do jakiegoś innego, bo nie mam w swojej kolekcji niczego podobnego. Przypomina mi on perfumy mojej mamy, które używała pare lat temu. Na pewno nie jest to zapach na letnie i duszne dni, ponieważ jest on dość słodki.Jak dla mnie idealnie wpisuje się w okres jesienno-zimowy. Zapach jak na mgiełkę jest mocno wyczuwalny. Z każdą minutą staje się on coraz bardziej słodki. Jest długotrwały. Nie ulatnia się tak szybko jak w przypadku mgiełek z Avonu. Nie pozostawia też śladów na ubraniach. Producent proponuje stosować mgiełkę, także w pomieszczeniach lub do pościeli. Myślę, że to również fajna alternatywa dla tego produktu.
Podsumowując fajna mgiełka za nieduże pieniążki, jak dla mnie o niebo lepsza od mgiełek z Avonu. Jeśli lubicie słodkie zapachy to polecam Wam przetestować tą mgiełkę, bo myślę, że będziecie zadowolone. Jestem bardzo ciekawa też innych zapachów i na pewno je przetestuje.

wtorek, 13 listopada 2018

Cienie do powiek NEW CITY TRENDS, PROFESSIONAL EYESHADOW PALETTE

Witajcie. Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją paletki cieni od marki REVERS. Jak już nie raz wspominałam nie maluje się codziennie, nie mam też problemu wyjść z domu bez makijażu. Cieni też używam sporadycznie. Nie mniej jednak byłam bardzo ciekawa jak sprawdzi się ta paletka.


Paletka przychodzi do nas w kartonowym opakowaniu. Sama paleta jest z plastiku dość porządnego. Nie ma lusterka wiem, że wiele osób ubolewa nad brakiem lusterek w paletkach mnie to nie przeszkadza. Paleta zawiera sześć kolorów. Na stronie producenta jest ona dostępna w sześciu odcieniach. Z tyłu palety znajduje się mini instrukcja jak możemy zrobić makeup przy jej użyciu. W palecie znajdziemy też pacynkę do nakładania cieni.


Pierwsze co mam do zarzucenia tej palecie to to, że wszystkie cienie są z błyszczącym, metalicznym wykończeniem chociaż producent zapewnia nas, że wykończenie jest zróżnicowane. Nie mamy tutaj żadnego matu, dlatego uważam, że tą paletą nie stworzymy kompletnego makijażu oka. Chociaż na stronie jak i w palecie wydaje się, że mamy tam też maty to tak niestety nie jest. Pomijając ten fakt pigmentacja cieni jest naprawdę dobra, ślicznie połyskują i mienią się w słońcu. Wszystkie kolory mają złoty poblask. 


Kolory w palecie to przede wszystkim róże. Nie mamy tutaj za bardzo zróżnicowania kolorów, a szkoda. Kolory są naprawdę bardzo zbliżone do siebie, więc z tą paletką nie poszalejemy. Jak już wspominałam pigmentacja jest zadowalająca.  Niestety nie łączą się one zbyt dobrze ze sobą, nie za fajnie się je rozciera. Plusem jest to, że cienie się nie osypują. Mają też fajną konsystencję. Zdecydowanie moim ulubionym kolorem jest ten ostatni najciemniejszy. Cienie delikatnie znikają w ciągu dnia z naszej powieki, także nie do końca spełniają moje oczekiwania. 


Niestety paleta nie skradła mojego serca, przede wszystkim dlatego, że wszystkie cienie są błyszczące. Nie jesteśmy w stanie wiec wykonać tą paletą kompletnego makijażu oka. Trwałość też nie jest rewelacyjna. Myślę, że cienie pozostawiają wiele do życzenia. Uważam, że na rynku jest dużo lepszych cieni w niskiej cenie, które są godne polecenia. U mnie ten produkt się nie sprawdził.

sobota, 10 listopada 2018

Puder ryżowy RISE DERMA FIXER od Revers Cosmetics

Witajcie. Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją kolejnego produktu od marki REVERS. Tym razem mam Wam do pokazania puder ryżowy. Dawniej byłam ogromną fanką pudrów sypkich bo dawały mi one bardzo mocny mat. Teraz odeszłam od nich na rzecz pudrów w kamieniu ale dzięki marce Revers miałam możliwość powrócić do pudru sypkiego i przetestować ich puder ryżowy RISE DERMA FIXER. 



Puder przychodzi do nas w kartonowym opakowaniu w którym znajduje się przeźroczysty słoiczek z białą zakrętką. Opakowanie bardzo mi się podoba, już zachwycałam się nad nim jak oglądałam ten produkt na stronie producenta. Jest ono bardzo proste i minimalistyczne, wykonane z bardzo dobrego plastiku. Słoiczek jest oczywiście odkręcany.



Puder jest bardzo drobno zmielony. Wysypuje się przez malutkie otworki. Nakładałam go pędzlem ale w zestawie mamy również dołączony puszek. Puder oczywiście jest w białym odcieniu. Bardzo łatwo i równomiernie rozprowadza się go na twarzy. Podczas aplikacji nie pyli się. Odnoszę wrażenie, że delikatnie beli twarz. Bardzo mocno matuje. Ja nie jestem zwolennikiem, aż tak mocnego matu. Puder matuje naszą twarz na naprawdę długie godziny, ja cały dzień nosiłam makijaż na twarzy i nie czułam potrzeby robienia jakichkolwiek poprawek. W ciągu dnia delikatnie się wyświeca szczególnie w strefie T. Jedyne co bardzo mi się nie podobało po aplikacji tego pudru to to, że niesamowicie podkreślił mi zmarszczki na czole. Nie wyglądało to dobrze i niestety rzucało się w oczy. Po za tym produkt naprawdę dobrze się spisuje.



Czy polecam Wam ten produkt? Jak najbardziej tak, jeśli jesteście fankami naprawdę mocnego matu. Uważam, że produkt robi naprawdę dobrą robotę. Z racji tego, że rzadko używam pudrów sypkich oddałam go siostrze, która jest nim zachwycona.

wtorek, 6 listopada 2018

Silikonowa baza pod makijaż od Revers Cosmetics

Witajcie, dzisiaj przychodzę do Was z recenzją bazy pod makijaż. Jest to silikonowa baza MINERAL PERFECT SILICONE MAKE-UP BASE od marki REVERS. Mam kilka baz silikonowych, które lubię więc byłam bardzo ciekawa jak spisze się ten produkt. Czy się zawiodłam czy byłam zadowolona z działania bazy? Czytajcie dalej.



Produkt znajduje się w białej tubce z czarną zakrętką, pojemność to 30ml. Opakowanie jest bardzo proste, mnie się podoba. Aby wydobyć bazę z tubki musimy na nią nacisnąć wtedy przez niewielki otwór wydostaje się produkt. Szkoda, że nie jest to baza z pompką tak jak w przypadku bazy z kobo bądź pierre rene, ale brak pompki nie przeszkadza aż tak bardzo.



Konsystencja bazy jest dosyć płynna. Po odkręceniu zakrętki zaczęła mi ona wypływać. Jest jak taki lekki krem do twarzy. Bardzo przyjemnie aplikuje się ją na twarz. Po jej nałożeniu cera nie lepi się, jest bardzo miła w dotyku i wygładzona. Szybko się wchłania. Ma bardzo neutralny zapach, który nie jest wyczuwalny na twarzy.



Testowałam na niej kilka podkładów i wszystkie rozprowadzały się na tej bazie bardzo dobrze. Podkład na tej bazie się nie rolował, nie robiło się ciastko na twarzy, wyglądał bardzo ładnie. Nawet moja siostra była pod ogromnym wrażeniem, że tak tani produkt spisuje się tak dobrze. Baza faktycznie zmniejsza widoczność porów. Zdecydowanie przedłuża trwałość makijażu. Produkt mnie nie uczulił a jestem alergikiem i mam bardzo wrażliwą cerę. Nie pojawił się też żaden wysyp pryszczy. 



Ogólnie bardzo fajna baza za małe pieniążki. Makijaż trzymał się na niej bardzo dobrze. Jestem z tego produktu zadowolona i polecam Wam ją przetestować, nawet gdy się u Was nie sprawdzi to jest to tylko koszt paru złotych więc wydatek niewielki a może będziecie z niej zadowoleni tak samo jak ja.

sobota, 3 listopada 2018

Nowości w mojej kosmetyczce w październiku

Witajcie. Normalnie nie mogę w to uwierzyć, że już mamy listopad i za niedługo święta. Strasznie szybko mi to wszytko przeleciało. Z racji tego, że mamy listopad zapraszam Was na wpis poświęcony kosmetykom, które zawitały u mnie w poprzednim miesiącu.



Zacznijmy od bazy pod makijaż. Jest to baza silikonowa od marki Revers. Mam kilka swoich sprawdzonych baz, które bardzo lubię, więc ta baza miał sporą konkurencję.



Kolejna baza tym razem w nieco innym wydaniu, bo jest to primer w mgiełce. Nie miałam wcześniej do czynienia z bazą w takiej formie. Już mogę Wam zdradzić, że bardzo polubiłam się z tym produktem.



Skoro jesteśmy w temacie baz to mam kolejną. Jest po baza pod pomadki. Byłam bardzo ciekawa tego produktu. Niesamowicie zaskoczyło mnie to, że ten primer jest w białym kolorze. Jak używało mi się tego produktu dowiecie sie niedługo.



Teraz przyszła pora na cienie do powiek. Mam Wam tutaj do pokazania dwie paletki, jedna z nich jest od Revers Cosmetics a druga od marki MUA. Bardziej kolorystycznie przemawiają do mnie te brązy, ale obie paletki uważam za fajne.




Przyszedł czas na utrwalenie makijażu więc przedstawiam Wam puder ryżowy. Mam kilka pudrów sypkich jednak częściej sięgam po te w kamieniu. Nie mniej jednak produkty sypkie są również bliskie mojemu sercu.



Rzęski czyli coś co kocham. Dawniej je przedłużałam teraz niestety nie mam na to czasu więc często przyklejam sztuczne. Te pochodzą z Aliexpress i ten model bardzo przypadł mi do gustu. Przypominają mi one jedne z rzęs z Ardell a są znacznie tańsze. Na dodatek mamy tutaj dwie pary.



Na koniec mgiełka do ciała o ślicznym słodkim zapachu. Dawno nie miałam żadnej mgiełki. Zazwyczaj używałam mgiełek z Avon ale szybko lądowały w kąt bo były do niczego. Myślę, że z tą się polubię.



To by było już wszystko. Niedługo możecie się spodziewać recenzji tych produktów. Miałyście może już z nimi styczność?

poniedziałek, 29 października 2018

Podkład Miss Sporty Perfect to Last 24h Life-proof Full Coverage Foundation

Witajcie. Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją podkładu od Miss Sporty Perfect to Last 24h Life-proof Full Coverage Foundation. Powiem Wam szczerze, że marka Miss Sporty nigdy nie kojarzyła mi się z dobrą jakością i po za lakierami do paznokci nigdy nie miałam do czynienia z żadnym z ich kosmetyków. Jednak na promocji w Rossmannie postanowiłam skusić się na ten podkład, ba cały czas szukam czegoś nowego co sprawdzi się na mojej buzi w 100%. Czy ten produkt dał rade? Zapraszam do dalszej części wpisu.



Buteleczka jest bardzo prosta, szklana z zakrętką w kolorze podkładu. Produkt zawiera pompkę. Całość prezentuje się całkiem ładnie. Odcień, który wybrałam to 091 Pink Ivory, wpada on delikatnie w różowe tony, ale jest fajny jaśniutki. Dla takiego bladziocha jak ja idelany.




Podkład jest bardzo lekki, ma dobre krycie przy czym nie tworzy efektu maski. Bardzo ładnie wtapia się w naszą skórę, nie podkreśla suchych skórek. Mi najlepiej nakłada się go gąbeczką ale palce też spisują się super, pędzel już nie koniecznie. Nie zastyga na naszej twarzy więc nie musimy się martwić, że narobi nam plam. Nie robi ciastka na naszej twarzy. Nałożony na skórę daje bardzo naturalny i świeży wygląd. Jest bardzo komfortowy w noszeniu. Zawsze nakładam jedną cienką warstwę i wygląda to bardzo ładnie. Podkład nie oksyduje więc nie musimy się martwić, że będziemy jak pomarańczki. Kolorek, który mam jest jaśniutki dla osób z jasną karnacją idealny. Wpada w różowe tony ale, niektórym to pasuje. Mam cerę mieszaną i sprawdza się on u mnie rewelacyjnie. Trwałość jest super. Utrzymuję się cały dzień. Pod koniec dnia lekko się wyświeca. Nie ściera się naprawdę wygląda pięknie i co też bardzo ważnie nie zapycha mojej skóry.




Podsumowując jak dla mnie podkład okazał się totalnym hitem. Sprawdza się u mnie rewelacyjnie i odstawiłam nawet mój ukochany Revlon na rzecz tego podkładu. Jest to produkt wart uwagi. Miałyście z nim już do czynienia? Jakie są wasze odczucia? 

środa, 24 października 2018

Pomadki MUA Luxe velvet lip lacquers - mat na ustach

Witajcie. Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją produktów do ust od MUA. Jak po tytule widzicie będą to matowe pomadki do ust. Czytając opinie innych dziewczyn o tych pomadkach zauważyłam, że zdania na temat tego produktu są bardzo podzielone. Jedne polecają ich zakup inne wręcz przeciwnie. Jeśli jesteście ciekawe co ja o nim sądzę to zapraszam dalej.



Buteleczka jest matowa ze złotą zakrętką. Napisy trochę się zaczęły ścierać ale pomimo tego uważam, że opakowanie jest bardzo ładne. Aplikator jest lekko ścięty gąbczasty i precyzyjny. Bardzo łatwo aplikuje się nim pomadkę na ustach. Pomadka zastyga błyskawicznie (naprawdę błyskawicznie) na totalny mat, który jest bardzo ciężko zmyć. Nie tworzą na ustach skorupy, nie lepią się.



Gama kolorystyczna jest spora. Na stronie producenta mamy 18 kolorów do wyboru. Ja zdecydowałam się na trzy z nich Dash, Euphoria i Halcyon. Pomadki mają bardzo dobrą pigmentację. Dash i Halcyon zdecydowanie przypadły mi do gustu jeśli chodzi o kolor. Euphoria jest dla mnie zbyt cukierkowa i delikatnie smuży i zostawia małe prześwity dlatego trzeba nałożyć dwie warstwy pomadki. Natomiast pozostałe spisują się rewelacyjnie. Pomadki mają fajną konsystencję, nie są zbyt płynne nie rozlewają się na ustach. Jak dla mnie mają dość przyjemny zapach. Jeśli chodzi o trwałość to uważam, że jest ona fenomenalna. Pomadki utrzymują się na moich ustach calutki dzień od rana do wieczora bez poprawek. Nawet po zjedzeniu tłustego posiłku wyglądają super. Niektóre dziewczyny mówiły, że zjadają się one nierówno u mnie nic takiego nie ma miejsca. Niesamowicie wżerają się w usta i ciężko jest je zmyć. Moich ust nie przesuszyły i komfortowo czułam się z nimi na ustach.



Pomadki już jakiś czas znajdują się na rynku a ja dopiero nie dawno je kupiłam za co bije się w piersi. Teraz zastanawiam się dlaczego wzięłam tylko trzy, ale wszystko można jeszcze nadrobić. Jak dla mnie są to pomadki rewelacyjne. Cena ich też jest przystępna bo to około 15zł. Wiem, że zdania na ich temat są różne ja jednak uważam je za totalny hit. Tak jak już wspominałam wcześniej Euphoria jest dla mnie zbyt jasna i robi prześwity więc mieszam ją z jakimś ciemniejszym kolorkiem i jest ok. Jeśli nie miałyście tych pomadek to szczerze polecam je Wam przetestować. Możliwe, że sprawdzą się u Was również rewelacyjnie jak u mnie.

poniedziałek, 22 października 2018

Jesienne paznokcie

Witajcie. Dzisiaj przychodzę do Was z moją propozycją jesiennych paznokci. Obecnie jestem na etapie zapuszczania pazurków bo lepiej czuje się w dłuższych ale wyznaję zasadę krótkie czy długie lepiej jak są pomalowane. W ogóle przy małym dziecku nie mam za dużo czasu aby zrobić jakiś fajny manicure ale czasem udaje się zrobić coś więcej niż nałożyć tylko jeden kolor. Uważam, że pazurki mogły wyjść dużo lepiej ale tak najgorzej chyba nie jest. Miał być to motyw jesiennych liści ale same oceńcie co z tego wyszło.




Myślę, że pazurki całkiem spoko wpisują się w jesienny klimat. Powiem Wam, że dawniej miałam jakoś więcej zapału do malowania paznokci teraz to jakoś minęło. Najchętniej to udałabym się do kosmetyczki, siadła wygodnie a ona zrobiłaby mi manicure. Byłaby to idealna chwila spokoju i relaksu. A Wy chodzicie do kosmetyczki na pazurki czy robicie same w domu?

środa, 17 października 2018

Matowe Pomadki Kobo Matte Liquid Lipstick

Witajcie. Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją kolejnych matowych pomadek tym razem od KOBO. Matowe pomadki lubi chyba każda z Nas. Ja mam ich w swojej kolekcji całkiem sporo, bo matowe wykończenie na ustach jest moim ulubieńcem. Jesteście ciekawi jak spisują się te pomadki zapraszam do dalszej części wpisu.



Pomadki Kobo Matte Liquid Lipstick nie są żadną nowością kosmetyczną. Wiele razy przechodziłam obok nich w drogerii aż w końcu postanowiłam je kupić. Opakowanie to przeźroczysta buteleczka przez, którą widzimy kolor naszej pomadki z czarną końcówką. Aplikator jest ścięty i gąbczasty.  Dostępnych jest sześć kolorów:

401 Cranberry Meringue
402 Wathermelon Juice
403 Cherry Drink 
404 Litchi Yoghurt
405 Passiflora Tea
406 Raspherry Shake 

Ja zdecydowałam się na dwa z nich: 406 Raspherry Shake czyli piękną fuksję i 403 Cherry Drink czyli standardową czerwień.





Kolory są przepiękne, niesamowicie napigmentowane jednak nie jest to do końca pomadka matowa. Nie zastyga ona tak na mat ma delikatny błysk. Pomimo to aplikacja pomadki jest spoko. Ma ona przyjemną lekką konsystencję, która fajnie sunie po naszych ustach. Pachnie delikatnie owocami. Niestety bez konturówki się nie obejdzie ponieważ pomadka rozlewa się po za kontur naszych ust. Jeśli chodzi o trwałość to jest ona taka średnia. Pomadka schodzi z naszych ust po około 4 godzinach pozostawiając lekko zabarwione usta. Mam takie wrażenie jakby wżerała się w usta. Zmywa się ją bez żadnego problemu. Delikatnie przesusza nasze usta.



Pomimo tego, że kolory są przepiękne to nie polubiłam się za bardzo z tymi pomadkami. Przede wszystkim dlatego, że nie zastygają na pełny mat i nie są długotrwałe. Kosztują około 16zł i są dostępne w Naturze gdzie teraz obowiązuje promocja na kolorówkę. Podobają mi się też inne kolory ale wiem, że na pewno się na nie nie skuszę.

niedziela, 14 października 2018

Haul nowa kolekcja Zara

Witajcie. Dzisiaj zapraszam Was na mały haul z Zary. Wszystkie ciuszki pochodzą z nowej kolekcji. Zakupy zrobił tym razem mój mąż. Są to świetne ciuszki do jesiennych stylówek. Zobaczcie co udało mu się kupić.



Zacznijmy od sukienek w kratę. Myślę, że idealnie wpisują się w jesienny klimat. Obie sukienki są z bardzo przyjemnego materiału. Uważam, że jest to bardzo udany zakup. Sukienki świetnie będą się komponować z jeansową kurtką i białymi trampkami.




Koszula, która jest dla mnie totalnym sztosem. Ogromnie mi się podoba. Kolor jest przepiękny a do tego te wyszywane kwiaty. Z tyłu jest zapinana na guziczki.


Spodnie, jedne zielone takie khaki, kolor idealny na jesień. Są one z bardzo przyjemnego materiału, który jest z lycrą. Te drugie to takie getry jeansowe. Również rewelacyjne.


Tiulowa sukieneczka skradła moje serce. Są to tak naprawdę body a do nich doszyta jest spódniczka. 


Na sam koniec granatowa bluzeczka z przepięknymi koronkowymi wstawkami przy dekolcie. 


To byłoby na tyle. Uważam, że mąż spisał się rewelacyjnie. Wszystkie ciuszki są przepiękne. A czy Wasi Panowie też robią takie zakupy czy jednak zostawiają to Wam?

piątek, 12 października 2018

Haul z Rossmana -55%

Witajcie. Dzisiaj przychodzę do Was z takim krótkim wpisem odnośnie tego co kupiłam na promocji w Rossmannie. Zakupy zrobiłam raz i raczej więcej ich robić nie planuje. Ale jak to z nami kobietami bywa nigdy nic nie wiadomo. Jeśli jesteście ciekawi co kupiłam to zapraszam dalej.



Zacznijmy od produktów do twarzy. Postawiłam tutaj na podkład z Miss Sporty. Czytałam, że jest całkiem spoko więc stwierdziłam, że sobie go przetestuje. Do tego kupiłam też korektor z tej samej serii, który jest super jaśniutki i korektor z Lovely, który bardzo lubię. Chociaż tutaj na zdjęciu korektor z Miss Sporty wydaje sie być ciemniejszym od Lovely to tak nie jest. Lovely jest znacznie ciemniejszy a po za tym oksyduje.



Dalej będąc w temacie twarzy mam dwa produkty a w zasadzie wkłady do palety z Wibo I Choose What I Want. Doszły mnie gdzieś suchy, że mają ja wycofać dlatego kupiłam w zapasie bronzer, który pokochałam od ostatniej promocji w Rossmannie i puder fiksujący. Zdecydowałam się też na bronzer z Lovely, który podobno jest całkiem fajny.



Już dawno chciałam kupić ten odżywczy primer i serum do twarzy z Wibo bo byłam ciekawa działania tego produktu. Zawsze był wyprzedany a tym razem udało mi się go dorwać. W koszyku znalazła się też moja ulubiona baza z Maybelline, która jest świetna. No i gąbka do nakładania makijażu, którą też wiele osób zachwala. Wcześniej jej nie miałam także zobaczymy jak się spisze.



Teraz czas na usta i tutaj mam rozsławione Lip Kit z Lovly. Wiem, że jedni je lubią drudzy nie bardzo. Nie miałam ich nigdy wcześniej więc stwierdziłam, że może kupie sobie kilka kolorów. 



Z produktów do ust mam jeszcze moją ukochaną konturówkę z Wibo Lip Define Pencil o numerku 2. Uwielbiam ją i kupuje na każdej promocji. Na koniec pomadka z Maybeline. Niestety wyboru kolorystycznego za dużego nie było i mam tylko kolorek 65 a bardzo chciałam przetestować też inne odcienie. Może dorwę gdzieś te pomadki online.



To byłoby na tyle. Nie ma tego dużo, nie wykupiłam połowy Rossmanna. Jak widzę nie raz kobiety z pełnymi koszykami to się zastanawiam po co im tego aż tyle. A wy byłyście już na zakupach czy odpuszczacie sobie rosmanowskie promocje?